-
Eurowybory 2004
-
2009-03-10 23:37:39
Alchemia europarlamentu
MICHEL PLUMLEY, jeden z rzeczników Parlamentu Europejskiego tłumaczył to pięć lat temu w ten sposób:
- Parlament Europejski odgrywa kluczową rolę w procesie integracji europejskiej. Większość praw dotyczących UE przekłada się już obecnie na codzienne życie obywateli. Aż 80 proc. legislacji europejskiej przekłada się na 55 proc. ustawodawstwa krajowego 25 państw Unii. Przez najbliższe 5 lat PE podejmie więc ważne decyzje dla każdego z 450 mln obywateli.
Praca eurodeputowanego jest bardzo wymagająca - składa się z licznych podróży między Brukselą i Strasburgiem a swoim okręgiem wyborczym oraz częstych spotkań debat itp.
Od pierwszych bezpośrednich wyborów w 1979 r. kompetencje PE nieustannie rosną. Istnieje bardzo wiele dziedzin życia UE, gdzie europarlament ma ostatnie słowo. Dotyczy to np. swobodnego przepływu siły roboczej, ochrony środowiska i edukacji. Podczas kryzysu związanego z chorobą szalonych krów to PE zobowiązał Komisję Europejską do powołania specjalnej komisji w tej sprawie. W wyniku jej prac władze Unii postanowiły utworzyć agendę ds. bezpieczeństwa żywności, z siedzibą w Dublinie.
Bardzo istotną sprawą jest ukształtowanie sił w przyszłym, wybieranym właśnie, europarlamencie. Ważne jest, by wchodząc do PE, dołączyć do którejś z "politycznych rodzin", czyli chadeków, socjaldemokratów, liberałów czy zielonych. Nie należąc do którejś z tych czterech grup politycznych nie ma się wpływu na proces decyzyjny. Wybranie kandydata, który będzie pozostawał poza tymi układami, jest stratą głosu. Wykorzysta on wówczas PE jedynie po to, by dawać swoje popisy oratoryjne. Przykładem jest choćby francuski polityk J.M. Le Pen, który nie należy do żadnej "rodziny", nie uczestniczy w pracach europarlamentu, nie ma więc żadnego wpływu na podejmowane decyzje. Jego głos jest w praktyce stracony. Dlatego warto zapytać kandydatów, w jakiej grupie, frakcji chcą zasiadać.
Z obserwacji wiem, że wielu eurodeputowanych w PE przechodzi swoistą ewolucję - gdy pojawiają się pierwszy raz niektórzy są sceptyczni, czasem nawet antyeuropejscy, ale w ciągu 5 lat kadencji to się stopniowo zmienia. Zauważalne to było zwłaszcza wśród brytyjskich konserwatystów. Dziś są oni zupełnie inni, mniej antyeuropejscy, niż ich koledzy w Izbie Gmin. Pięcioletnia kadencja powoduje przemianę; tak jakby działała jakaś alchemia.
Fot. Parlament Europejski

