-
Eurowybory 2004
-
2009-03-11 11:50:39
Socjologowie o frekwencji
Jakie były przyczyny rekordowo niskiej frekwencji (20,8 proc.) w pierwszych wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2004 roku? - zastanawiali się socjologowie uczestniczący pięć lat temu w seminarium, zorganizowanym w siedzibie UKIE.
Dr Elżbieta Skotnicka-Illasiewicz z UKIE stwierdziła, że niskiej frekwencji w wyborach do PE "w żaden sposób" nie można łączyć ze spadkiem akceptacji Polaków dla członkostwa w Unii Europejskiej. Jej zdaniem, głównymi powodami wysokiej absencji był "chaos polityczny", kryzys rządowy w kraju oraz brak zaufania do polityków.
Zdaniem dr Urszuli Krassowskiej z TNS-OBOP, Polacy byli niedostatecznie poinformowani o znaczeniu wyborów do PE. Nie mieli też możliwości łatwego zidentyfikowania się z kandydatami, poznania ich programu, co w rezultacie dawało chaos informacyjny. "Niefortunny" był także termin wyborów - długi czerwcowy weekend. Najbardziej wiarygodnych informacji na temat wyborów do PE Polacy oczekiwali z telewizji (87 proc.), z gazet i czasopism (49 proc.) i z radia (41 proc.); z Internetu - 8 proc.
Dr Robert Sobiech z UW zwrócił uwagę na kryzys zaufania do polityków i polityki, brak konkurencyjnej oferty programowej oraz małą aktywność prezydenta w przekonywaniu Polaków do udziału w wyborach. Na podobne przyczyny wskazał dr Tomasz Żukowski z UW. "Część ludzi nie była zainteresowana wysoką frekwencję, obawiając się wysokiej frekwencji w środowiskach eurosceptycznych, zwłaszcza związanych z Samoobroną" - zasugerował.
Zdaniem Krzysztofa Cebula z Agencji Badań Społecznych OPINIA powodami niskiej frekwencji były: nikła społeczna świadomość o sensie wyborów, brak nawyku głosowania i wiary w siłę własnego oddanego głosu. W programach wyborczych bilans korzyści i kosztów członkostwa Polski w UE przedstawiany był głównie w perspektywie ekonomicznej. W mediach najbardziej eksponowane były problemy rolnictwa. Programy wyborcze LPR i Samoobrony eksponowały sprzeciw wobec członkostwa Polski w UE. LPR skoncentrowała się na postulacie zachowania pełnej autonomii kraju, a Samoobrona na renegocjacji traktatu akcesyjnego. Większość partii traktowała wybory do PE jako kampanię poprzedzającą wybory do Sejmu. Kandydaci na deputowanych koncentrowali się głównie na lokalnych problemach swoich wyborców.
Dr Krassowska przedstawiła wyniki badań OBOP, z których wynika, że Polacy w większości kwestii związanych z UE odczuwali niedosyt informacji. Tylko 17 proc. badanych czuła się na tyle poinformowana, aby wybrać dobrego kandydata; 78 proc. odczuwało niedosyt. Można w tym szukać jednej z przyczyn niskiej frekwencji.
Prawie dwie trzecie badanych twierdziło, że w mediach mówi się zbyt mało o negatywnych skutkach członkostwa Polski w UE, o tym czy nasz kraj będzie dopłacać czy korzystać z unijnej kasy i o podwyżkach cen. Ponad połowa respondentów nie wyraziła potrzeby zwiększenia w mediach informacji o wyborach do Parlamentu Europejskiego ("mówi się tyle, ile trzeba" - 46%, "zbyt dużo" - 9%).
Ankietowani oczekiwali, że tematami kampanii będą przede wszystkim - bezrobocie (90 proc.), rolnictwo (42 proc.) i edukacja (37 proc.). Respondenci uważali, że polski eurodeputowny Polski powinien być uczciwy wobec ludzi, nastawiony na realizację głównie spraw krajowych i zdolny do osiągania kompromisu, znać dobrze sprawy krajowe, realizować program i politykę swojej partii i reprezentować interesy obywateli Polski.
Fot. Komisja Europejska

