-
Archiwum
-
2009-12-01 15:16:11
Unia Europejska to my!
Rozmowa z Jackiem Saryusz-Wolskim, przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego (Marzec 2008 r.)
Poniższa rozmowa jest fragmentem książki „Historia ruszyła z kopyta” (Wydawnictwo Zysk i S-ka), zawierającej wywiady z czołowymi bohaterami wydarzeń ostatniego dwudziestolecia i jego komentatorami. Oprócz wywiadów zawiera także opis przygód związanych z dotarciem do rozmówców lub zapis redakcyjnych anegdot, odsłania więc „dziennikarską kuchnię”, pokazując, że gdzie nie pomoże wytrwałość, czasem przyda się fortel.
Rozmowa z Jackiem Saryusz-Wolskim, przewodniczącym Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego
- Przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej porównywał pan relacje polsko-unijne do „małżeństwa skonsumowanego przed ślubem”. W jakim stopniu jest to obecnie układ partnerski? Wszak w niektórych dziedzinach, np. w rolnictwie, nadal nie mamy równych praw.- Sytuacja obecnie zmieniła się zasadniczo. Teraz Unia Europejska to my. Jesteśmy częścią Wspólnoty - współtworzymy ją i mamy wpływ na jej kształt, na jej polityki, na jej budżet. Zatem mówienie obecnie o partnerstwie, w takim rozumieniu, w jakim było ono użyte wówczas, jest całkowicie bezzasadne. Oczywiście nasz wpływ na Unię jest różny i zależy od bardzo wielu czynników. Cały czas nie uczestniczymy we wszystkich unijnych projektach - a to ze względu na ograniczenia związane z traktatem akcesyjnym, choć tych jest coraz mniej, a to ze względu na ograniczenia związane z tym, że jako biedny kraj nie możemy sobie na to pozwolić. Uważam jednak, że tych wyłączeń powinno być jak najmniej. Polska powinna uczestniczyć w możliwie wszystkich unijnych przedsięwzięciach, i co więcej - sama może być inicjatorem różnych pomysłów.
- Gdy dwa lata temu Jean-Louis Bourlanges rozmawiał z Janem Rokitą, zarzucał mu m.in.: "Z panem jest trochę tak, jakby przez lata pukał do naszego mieszkania, a kiedy go wpuściliśmy, narzekał: jedzenie kiepskie, ściany odrapane, a w ogóle to nie ma na nich obrazu Matki Boskiej. Dlaczego pan tego nie widział wcześniej?" Rokita odpowiedział: "My nie jesteśmy gościem w mieszkaniu! To właśnie błąd w myśleniu niektórych polityków. Nie zaprosiliście znajomych z prowincji na chwilę. My wprowadziliśmy się na stałe! Wzięliście sobie żonę, która chce przestawiać ściany, bo ma do tego prawo". Czy tego typu słowne utarczki nadal się zdarzają? Co się zmieniło w ostatnich dwóch latach?
- Podobnych debat już nie ma. Jesteśmy traktowani jako jeden z partnerów, a co najważniejsze sami zaczynamy się tak traktować. Dziś coraz rzadziej używa się nawet określenia "nowi członkowie". Powiedziałbym, że okres nowicjatu mamy już za sobą, a co za tym idzie okres "ulgowy" już minął .
(...)
Więcej na stronie EurActiv.pl (http://www.euractiv.pl/polityka-zagraniczna/wywiad/unia-europejska-to-my)

