-
Ekoszansa
-
2010-06-10 19:15:06
rEKOntra: Luksus
Michaił Bułhakow zwykł mawiać, że w Moskwie można wytrzymać tylko dzięki grze w brydża. Dziś może zmieniłby zdanie, bo zarówno nad Moskwą, jak i Wisłą nie brak innych rozrywek. Jak choćby zakupy. Wszystkiego i wszędzie. „Udane zakupy – pełnia szczęścia” krzyczą bilbordy wielkości kanciapy Bułhakowa na ulicy Bolszoj Sadowoj. „Kupuję więc jestem kimś” przekonuje jeden z opiniotwórczych tygodników w swoim tekście okładkowym. (2004 r.)
Opiniotwórczy dziennikarze myślą o swoich czytelnikach do końca, bo na tej samej okładce umieszczają „Ranking szpitali 2004”. To pewnie na wypadek, gdyby ktoś wziął sobie ich motto za bardzo do serca. W innym, nie mniej poczytnym tygodniku, przeczytałam o promocji kolorowych alkoholowych drinków: „Mają się kojarzyć z luksusem, światowością, wysokim statusem społecznym”. Komu mają się kojarzyć? Autorowi (-om) sloganu reklamowego? Wytężałam wyobraźnię, ale skojarzenia miałam całkiem inne. Dla mnie luksus to przede wszystkim wolny czas spędzony na łonie natury. Lub z lampką dobrego wina w miłym towarzystwie. Ze „światowością” miałam jeszcze większe problemy. Bo cóż to pojęcie ma w tym kontekście oznaczać?
Jeśli bowiem obycie w wielkim świecie, to pomysłodawcy strzelają sobie samobójczego gola. Któż zechce ulegać naiwnej reklamie, która apeluje do kompleksów narodowych? Chyba że autorzy mieli na myśli „światowość” Piątego Świata…Co zaś do statusu społecznego – ten rozpoznaję przede wszystkim po zakupach. I tu zgadzam się z lansowanym przez pierwszy z wyżej opisanych tygodników hasłem „Pokaż, co konsumujesz, a powiem ci, kim jesteś”. Tę konsumpcję rozumiemy chyba jednak trochę inaczej.
Zebrane wiktuały w siatce, koszyku czy wózku potrafią mi więcej powiedzieć o człowieku niż jego markowe (lub szyte na miarę) ubranie czy wystające gadżety. Dla mnie wysoki status społeczny oznacza, że w swoich wyborach mogę sobie pozwolić na kierowanie się jakością. Nie kupuję kolorowo zapakowanej „tablicy Mendelejewa”, bo jest ciut tańsza lub akurat reklamowana. Zamiast chemicznych polepszaczy smaku, wolę naturę. Jakość najczęściej bywa droga, ale warta jest swej ceny. W przeciwieństwie do honorarium, jakie za swoje hasło marketingowe zainkasował odkrywca prawdziwego luksusu, światowości i statusu społecznego.
Kartezjusz dla wielu trąci ostatnio już pewnie myszką, ale ja i tak wolę jego „cogito ergo sum”. Luksusem staje się wówczas dla mnie także partyjka brydża, koniecznie z rekontrą.
Agata Stach
(Grudzień 2004 r.)
* Powyższy felieton ukazał się w czasopiśmie "Naturalnie" (www.naturalnie.com.pl)
Fot. KE
Zobacz też: Ekolandia (www.ekolandia.tel)

